Osiemnastka!

Jejku, mój niedawno urodzony syn ma już osiemnaście miesięcy! Oczywiście, standardowo przecieram oczy i nie dowierzam kiedy on tak urósł? Zdecydowanie muszę przyznać, że te drugie dzieci rosną dużo szybciej niż te pierworodne. Zauważyłam też, że od tych kolejnych dzieci wymagamy dużo więcej w danym wieku. Pamiętam kiedy Artur miał roczek to był to dla mnie jeszcze taki malutki dzidziuś, niczego nie musiał rozumieć i byłam dla niego bardziej wyrozumiała. Niestety dla Aarona nie mam już takiej taryfy ulgowej bo wiem, że dzieci w tym wieku bardzo dużo rozumieją i można naprawdę się z nimi dogadać. Zresztą te następne dzieci też bardzo dużo i szybko uczą się od swojego starszego rodzeństwa. Mimo wszystko, nadal jestem zafascynowana tym, jakie Aaron robi postępy, jak dużo szybciej się rozwija w porównaniu do Artura i jestem bardzo dumna z mojego osiemnastka. 

Aaron mierzy 84 cm, ciuszki nosi na 80-86 cm, tak naprawdę wszystko zależy od producenta ubranek. Waży trochę ponad 10 kilogramów, a tym samym nosi pampersy 4+ lub 5. Zębów ma dokładnie 16 sztuk, w tym dwa właśnie się wykluwają. Nadal jest wielkim smakoszem i chętnie je, chociaż muszę przyznać, że wcześniej jadł dosłownie wszystko, a teraz często kręci głową, że tego czy tamtego nie chce. Zdecydowanie ma wyrobione już swoje zdanie, jeśli chodzi o smaki.

Nadal jest alergikiem, ale jest dużo lepiej bo uczula go właściwie już tylko nabiał. No i w dalszym ciągu pije moje mleko, co prawda jest to tylko raz czy dwa razy w nocy, ale jednak. Nie mogę w to uwierzyć, że udało nam się tak długo to ciągnąć. I tak serio, to nie wiem jeszcze kiedy nastąpi odstawienie bo jak na razie nikomu to nie przeszkadza. Tak jak pisałam, odbywa się to tylko w nocy, często raz, rzadziej dwa razy. Pozytywy karmienia piersią już zdążyłam zauważyć, kiedy choruje Artur i walczy z wirusami ponad tydzień, Aaron potrafi uporać się z przeziębieniem w 3-4 dni. Ostatnio wszyscy jak muchy popadaliśmy z powodu jelitówki, zdychaliśmy przez 3 dni, przy czym Aaron wymiotował tylko dwa razy, a na drugi dzień szalał jak gdyby nigdy nic. Owszem, to nie jest tak, że Aaron nie choruje w ogóle. Choruje z taką samą częstotliwością co Artur, ale naprawdę zdrowieje w oszałamiającym tempie.

Poza tym, Aaron jest bardzo inteligentnym i charakternym chłopcem. Potrafi dopiąć swego choćby nie wiem co. Nic go nie zniechęca i nawet jeśli coś jest zakazane on ciągle i ciągle próbuje to zdobyć. A jeśli go przyłapiemy na łobuzowaniu, robi minkę kotka ze Shreka, niewinnie się uśmiecha i przytula się do nas. No i jak tu się na niego złościć?

Jest też bardzo zwinny, wchodzi na krzesła, stoliki i stoły. Kompletnie nie jestem przyzwyczajona do takich akrobacji bo Artur był totalnie innym dzieckiem. Dla niego wysokość jednego schodka była jak Mount Everest. Aaron natomiast rozgląda się tylko po żyrandolach i jakby tylko mógł, to by się tam wdrapał, żeby zobaczyć jak wygląda stamtąd świat. Niesamowity jest!

Oczywiście nie muszę chyba mówić, że jest bardzo mądry? Mimo tego, że praktycznie nic nie mówi, oprócz Aba (Artur) Baba (mama i tata) ba (papa, bach) i innych zlepek sylabowych, to rozumie bardzo, bardzo dużo. I cokolwiek od nas chce, wszystko pokazuje palcem.

A, że jest bardzo ruchliwy i nie potrafi usiedzieć sekundę w jednym miejscu, najlepsze zdjęcia z nim w roli głównej wychodzą, kiedy śpi lub siedzi w wózku i je.Taki on!








Książki na Boże Narodzenie


Uwielbiam czytać z sykiem książki o tematyce świątecznej i zimowej. Te długie, ciemne wieczory w domu pod kocykiem, z książką w ręku sprawiają nam ogromną radość. Dlatego takich książek mamy całkiem sporo, w porównaniu do tych o tematyce wakacyjnej na przykład, a i zbiór z roku na rok stale się powiększa. Dzisiaj pokażę Wam książki, które mamy od zeszłej zimy, tylko Basia jest wyjątkiem bo Artur dostanie ją niebawem w kalendarzu adwentowym.

Tak wiec zapraszam Was w podróż po książkach świątecznych, zimowych i magicznych. Być może skusicie się na którąś kompletując prezenty pod choinkę?


Wigilia Mamy Mu i Pana Wrony
Jujja Wieslander, Sven Nordqvist
wyd. Zakamarki 


Historii o Mamie Mu jest wiele i każda zapewne jest wesoła i bardzo ciekawa. Ta zdecydowanie przenosi nas w magiczny czas świat, kiedy to wszyscy poczynają przygotowania i wyczekują Wigilii. Mama Mu chcąc przygotować niespodziankę dla gospodarzy skacze cały dzień coby z mleka zrobić bitą śmietanę. A Pan Wrona? Zapomniał o świętach i w ogromnym pospiechu przygotowuje stos prezentów dla siebie! I biedaczysko jest tak niecierpliwy, że rozpakowuje swoje prezenty zaraz po tym, jak je przygotował, czyli dzień przed Wigilią. No, a w Wigilię chodzi strapiony i załamany bo dla niego święta się już skończyły. Kra! Ale oczywiście koniec książki jest bardzo piękny i wzruszający dzięki Mamie Mu, która pała optymizmem i zawsze można na nią liczyć.
W tej książce można się zakochać i pragnąć czytać ją w każdy grudniowy wieczór. Tym bardziej, że autorem ilustracji jest Sven Nordqvist, ten sam od Pettsona i Findusa. Kto zna, ten wie!







Basia i narty
Zofia Stanecka, Marianna Oklejak
Wyd. Egmont 


Tak jak pisałam wyżej, Artur jeszcze nie widział tej części Basi bo dostanie ją dopiero na początku grudnia w kalendarzu adwentowym. Ale mamy inne części Basi, te dla najmłodszych i te dla trochę starszych dzieci i bardzo ją lubimy. Dlatego na pewno jeszcze nie raz zakupię jakąś część. Zresztą wyszła teraz najświeższa Basia i zwierzaki i chociaż w tym roku już nie zdążyłam jej zakupić na czas przedświąteczny, zapisałam już na listę do kupienia na przyszłość.







Tato, kiedy przyjdzie Święty Mikołaj?
Markus Majaluoma
Wyd. Bona

Przyznam szczerze, że ilustracje w tej książce są takie karykaturalne, nie ujęły mnie niestety. Ale Artur za to je uwielbia. Może dlatego, że są szczegółowe i zawsze znajduje w nich coś nowego? Nie mam pojęcia. Ale wiem jedno, książka, pomimo swoich ilustracji jest bardzo wesoła i naprawdę ją lubię. Pierwszy raz kiedy ją czytałam, śmiałam się w głos.  Na pewno nie jest to opowieść z tych, co nastrajają magicznie i spokojnie do świąt! Oj nie! Tutaj dzieje się dużo, absurdalnie i głośno. Polecam!









Opowieści z parku Percy,ego. Mroźna noc.
Nick Butterworth
Wyd. Ameet 

Książka jest pięknie zilustrowana. Właśnie takie obrazki uwielbiam. I historia, na pozór krótka, ale potrafi wciągnąć każdego czytelnika. W pewną mroźną noc do drzwi Percy'ego puka mała, zmarznięta wiewiórka i prosi o ciepły nocleg. Za chwilę przychodzi kolejny i kolejny niespodziewany gość. W końcu Percy ma już tak liczne towarzystwo w łóżku, że nie ma dla niego miejsca. Ale oczywiście opowieść ma szczęśliwe zakończenie i dla każdego znajduje się odpowiednie ciepłe i przytulne lokum.
Książka na końcu posiada niespodziankę w formie dużego plakatu, na którym dzieci mają za zadanie poszukać kilku przedmiotów.









Biblia dla dzieci w obrazkach
Elżbieta Kidacka
Wyd. Nasza Księgarnia

Tą książkę Aaron dostał od babci na pamiątkę Chrztu Świętego, ale myślę, że będzie też wspaniałą książką do przeglądania i czytania podczas świątecznego okresu. Jest to typowa kartonowa książka, z ogromnymi, szczegółowymi ilustracjami, które cieszą oko. I każda jedna ilustracja obrazuje przypowieść biblijną. Oczywiście do każdej ilustracji znajduje się krótki tekst opisujący wydarzenie z biblii, ale tak naprawdę to właśnie te obrazki mówią dziecku wszystko. Jeśli jeszcze rodzic zna bardzo dobrze treść Biblii to może dalej snuć opowieść o danej przypowieści i bohaterach. Na końcu każdego tekstu, dziecko ma za zadanie znalezienia danej rzeczy, ludzi czy zwierząt na ilustracji.
Przyznam szczerze, że czuję ogromny niedosyt za każdym razem, kiedy kończymy i zamykamy książkę. I czekam na jakąś drugą część, gdzie znajdziemy kolejne tak pięknie zilustrowane przypowieści biblijne.








Wpis powstał w ramach projektu Przygody z książką

https://dzikajablon.wordpress.com/2016/02/16/przygody-z-ksiazka-4-zaproszenie-do-udzialu-w-projekcie/

Kalendarz adwentowy



W tym roku wykazałam się małą kreatywnością i zrobiłam po raz kolejny kalendarz adwentowy z torebek papierowych. Ten patent świetnie sprawdził się w zeszłym roku, dlatego postanowiłam go powtórzyć. Jednocześnie obiecując sobie, że za rok kalendarz na pewno będzie wyglądał inaczej.

Ten kalendarz zajmuje naprawdę niewiele miejsca bo mieści się w skrzyneczce z Ikei. Nie wymaga też dużego nakładu pracy podczas tworzenia. Więcej czasu zajęło mi planowanie tego, gdzie co powkładać i pakowanie tych większych upominków, które nie zmieściły się w torebkach, niż złożenie kalendarza "w całość". W tym roku postanowiłam, że nie zakleję torebek tylko zepnę je małymi spinaczami, cobym ewentualnie mogła na bieżąco zrobić małe zmiany w zadaniach i wydarzeniach.

Kalendarz głównie robiłam z myślą o Arturze, chociaż kilka upominków dostanie też Aaron. Myślę, że dopuścimy go także do stołu, kiedy będziemy wycinać pierniczki z ciasta lub robić kartki z życzeniami. Zadania oczywiście będą prawie takie same, upieczenie ciasteczek dla Mikołaja, napisanie listu z prośbą o wymarzone prezenty, posprzątanie pokoju i segregacja zabawek, wykonanie kartek świątecznych i ozdób na choinkę oraz wiele, wiele innych ciekawych lub niej ciekawych zadań. Mamy też w planach odwiedzić Winter Wonderland w Hyde Parku. W tym roku z tymi zadaniami jest o tyle trudniej, że Artur chodzi już do szkoły i nie będziemy mieli czasu w tygodniu na jakieś wielkie realizacje, ale mimo wszystko kalendarz na pewno pozwoli nam nastroić się świątecznie i spędzić wspólnie miło czas.

Poniżej kilka migawek samego kalendarza oraz tego, co w środku.











 Nasze poprzednie kalendarze:
2015
2014
2013


Herbaciane kalendarze adwentowe po raz kolejny

Tak, tak moi drodzy, to już najwyższy czas pomyśleć o kalendarzach adwentowych, w końcu mamy już połowę listopada. W tym roku postanowiłam w pierwszej kolejności zrobić kalendarze herbaciane, a później będę "walczyć" z kalendarzem dla chłopców.

Kalendarze herbaciane to już taka moja tradycja. W tym roku do torebek z herbatą przypięte są sentencje z Muminków. Poza tym, wykonanie nadal takie samo, o którym pisałam tutaj, czyli trzy lata temu! Dacie wiarę?

A poniżej przedstawiam Wam tegoroczne kalendarze.